sobota, 24 stycznia 2015

20 . Oh, losie...

Pani Dawson od kilku godzin przeglądała wszystkie możliwe katalogi z sukniami ślubnymi, miała już po dziurki w nosie bieli, beżu i wszelakich innych kremowych odcieni. Dlaczego to musi być, aż tak trudne? Przecież to tylko kiecka, ubierze ją jeden jedyny raz. Miała wrażenie, że za pierwszym razem poszło jakoś łatwiej. Może to fakt, że ślub odbył się w tajemnicy, a miejscem ceremonii był opuszczony port. Pamiętała ten dzień bardzo dokładnie, miała na sobie krótką białą sukienkę, a we włosy włożyła maleńkie kremowe róże. Czuła się wtedy najpiękniejszą dziewczyną na całym wielkim świecie. Miała zaledwie 20 lat, nie była pewna swojej decyzji, ale z perspektywy czasu, cóż... nie żałuje jej. Małżeństwo z Leaster'em dało jej bardzo wiele, przede wszystkim najważniejszą osobę w jej życiu- Alison Dawson. Była przecież jej całym światem. Sam związek również był zdecydowanie 'czymś' dobrym w jej życiu. Kłopoty zaczęły pojawiać się dopiero po 12 latach związku. Ally miała wówczas 7 lat, Leaster był zaabsorbowany prowadzeniem sklepu muzycznego, miał on być jego nagrodą pocieszenia za nieudaną karierę pianisty, wszystko byłoby okej, ale wtedy właśnie w jej głowie narodził się pomysł, by zmienić nudne życie "kury domowej" przecież nie tego od zawsze chciała. Podała pomysł- podróże, zacznijmy razem zwiedzać świat. Chciała poznać odmienne kultury, chciała zobaczyć 'coś' więcej, niż plażę Miami i kilka palm. Marzyła o pisaniu książek to wszystko. Małżeństwo w pewnym momencie po prostu ją tłamsiło. Dusiła się w tym związku. To wszystko wydaje się być błahym powodem, ale nie można żyć z kimś kto spełnia tylko swoje cele, a nigdy nie popiera twoich decyzji. Okej... dziś ma 42 lata. Nie jest już zakochaną małolatą, tylko mocno stąpającą po ziemi kobietą. Dlaczego znowu decyduje się na ten krok? Może rozwód był zbyt pochopną decyzją? Zachowała się dziecinnie, ale doszła do wniosku, że zbyt długo najważniejsze było szczęście jej męża, ona również zasługuje na to by czerpać z życia garściami. Może wystarczyła po prostu jakaś sesja u psychologa? Może krótka przerwa? Wakacje od siebie i już? Ich przerwa trwała 10 lat, a po niej i tak oboje doszli do wniosku, że jednak chcą żyć ze sobą. Od kiedy wróciła do Miami rok temu stał jej bardzo bliski. Rozmawiają zupełnie inaczej, niż dawniej. Stali się dobrymi przyjaciółmi, zauważyła w nim przemianę. Nigdy nawet nie sądziła, że Leaster to zrobi, ale jednak... przeprosił ją za wszytko, przeprosił za swój egoizm, a także za to, że nie potrafił być dla niej najlepszym mężem, a o tym właśnie marzył. Penny czuła się okropnie zostawiając go z Ally, ale przecież nie znikała na zawsze, odwiedzała ich. Cała historia teraz wydaje się taka bezsensowna. Gdyby nie kilka małych błędów na ich wspólnej drodze. Inne zachowania, więcej empatii, może dziś byliby wciąż szczęśliwą rodziną? Obchodziliby swoją 22 rocznicę ślubu, a kto wie może Ally doczekałaby się rodzeństwa? Tymczasem w poszukiwaniu szczęścia znowu trafili na siebie. Jakież ten los płata figle. Pomyślała i zamknęła ostatni z albumów sukien ślubnych. 
- Mamo znowu przeglądasz te katalogi?- Ally weszła do kuchni i spojrzała na stół.- może po prostu przejdziemy się po salonach?
- Mimi obiecała, że pójdzie ze mną jutro.- uśmiechnęła się.- a ty jaką chciałabyś suknię na swój ślub?
- Chyba za bardzo patrzysz w przyszłość. Zwolnij, dopiero od niedawna zaczęłam chodzić na randki.- zaśmiała się.- hmm... ale chciałabym, żeby miała w sobie dużo koronkowych elementów.
- Austin na pewno będzie tobą tego dnia oczarowany.- popatrzyła na córkę z dumą, a dziewczyna spojrzała na nią jak na wariatkę.
- Austin? Mamo, o co ci chodzi!?
- Nic, nic... o ktoś chyba dzwoni do drzwi, sprawdź kto to.- skarciła samą siebie w duchu, Penny po co paplasz takie głupoty? Ally tego przecież nie dostrzega, ale matka widzi takie rzeczy. Tych dwoje idealnie do siebie pasuje, są jak dwa idealnie dopasowane kawałki układanki.
- To Rocky!- krzyknęła Ally z holu.- idziemy na górę. Dziewczyny pobiegły po schodach prosto do pokoju Alison.
- Ally musimy pogadać.- stwierdziła poważnie jej przyjaciółka.- rozmawiałam z Maią.- dźwięk tego imienia od razu powoduje gęsią skórkę u Ally. Przeczuwała, że na pewno nie będzie to nic dobrego.
- No dobra. Dawaj, jakoś to zniosę.- uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie będę ci mówiła tego wszystkiego. Mam tylko jedno stwierdzenie: nienawidzę jej jeszcze bardziej. 
- Jesteś w stanie jeszcze bardziej? Na prawdę?- Ally zaczynała czuć się dosyć niezręcznie. Od kilku dni Rocky zachowywała się co najmniej dziwnie, a teraz jeszcze Maia, czy nie może być chociaż przez chwilę normalnie? Miała świadomość, że w pewien sposób jest zamieszana w okropną sztukę zwaną show-biznesem, ale nie sądziła,że wywrze ona aż tak ogromny wpływ na jej życie. 
- Uwierz, że jestem, ale akurat teraz mam całkiem spory problem. Uwierzyłam w jej gierki i straciłam kogoś bardzo ważnego.- westchnęła zdenerwowana.
- Myślę, że jeszcze nie jest za późno. Zobaczysz.- uśmiechnęła się promiennie.








Jadąc do domu Rocky czuła pewną ulgę, po rozmowie z Ally. Właśnie to lubiła w swojej przyjaciółce, jej przyjazne nastawienie do świata udzielało się wszystkim, którzy z nią przebywali, była taka ciepła i dobra dla innych. Wjeżdżając na podjazd zauważyła, że przed jej domem stoi czarna limuzyna. O co chodzi? Może Austin wpadł na jakiś dziwny pomysł, albo Dez chce nakręcić nowy klip i potrzebuje do tego tej gigantycznej machiny. Spokojnie wysiadła ze swojego niedawno zakupionego volvo, przeszła obok limuzyny wpatrując się w okna i weszła do domu. No i cóż... Dopiero tutaj czekała na nią prawdziwa niespodzianka.
- HARRY!?- spojrzała przed siebie i kilkanaście razy mrugnęła oczami, aby być pewną, że nie są to żadne omamy spowodowane długimi treningami.-CO TY TU!?
- Przyjechałem do ciebie.- uśmiechnął się tylko delikatnie, jakby czekał na kolejne zabawne reakcje dziewczyny.
- A Londyn?- zapytała, ciągle jeszcze mrugając.
- Maia do mnie zadzwoniła. Powiedziała, że znasz już całą prawdę. Przeprosiła mnie i pomyślałem, że może w końcu mi uwierzysz, no i wiesz... może... moglibyśmy zacząć od nowa?- ostatnią kwestię wymówił niemal szeptem.
- Ja... nie wiem co właściwie ci powiedzieć... przepraszam. Powinnam była wiedzieć, że nie zrobiłbyś czegoś takiego. Wybaczysz mi?- zapytała i spojrzała na niego, niczym mały szczeniaczek.
- Poczekaj... pomyślę...- Rocky chwyciła poduszkę z kanapy i uderzyła go w brzuch.- okej, okej... wybaczę.- przybliżył się do niej i delikatnie pocałował. Dziewczyna mocno przytuliła się do jego torsu. Harry czuł się tak bardzo szczęśliwy, spełniony. Czuł, że znowu może wszystko. Nie istnieją żadne ograniczenia, kiedy masz przy sobie osobę, którą kochasz całym sobą, każda cząstka twojego organizmu istnieje tylko dla niej. Udało mu się odzyskać sens życia. Mierzył on tylko 167 cm, ale zajmował mu cały świat. Zaśmiał się pod nosem, może to dziwne, ale ma przy sobie wszystko... swoje osobiste 'wszystko co kocham'.







Brak komentarzy: